# 176
Po wyjeździe doładowawczo-relaksacyjnym jestem gotowa na najbliższe 12 miesięcy niespodzianek, szarpania się, tudzież innych losu przeciwności, chociaż liczę na to, że jakichś pozytywów również nie zabraknie. Karpacz piękny, chociaż jego piękno pod grubą warstwą śniegu schowane, ale spacery były, grzane wino było, przemoknięte buty też były. No i rocznicowe prezenty - założyliśmy, że mają być totalnie hand made, więc już nie wytrzymaliśmy w pierwszy dzień. Okazało się, że są takie same.
Od lipca prowadziłam dla Żuża zapiski w takim - wydawało mi się - oryginalnym zeszycie (ozdobiony sznurkiem pakowym, taki etno bardzo ten zeszyt...). Zapiski rzecz jasna bardzo osobiste. Żuż wręczył mi identyczny zeszyt z wyrysowanym naszym lovestory począwszy od czasów licealnych. Za rok zrobie coś na drutach, tu plagiat chyba nie jest możliwy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz